Cykl Niedzicki. Pokój nr 8, Wakacje u babci, Pływanie podczas burzy, (Nie) moje wielkie greckie wesele, Kawiarnia przy St James Wrena w porze lunchu, Zbiory, Amnezja uparcie, Great Western

Published in / Opublikowane w: Arkusz Londyński. Pisarze i malarze

Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie

Date of publication / Data publikacji: December 2022


CYKL NIEDZICKI
POKÓJ NR 8

Krzywizna oparcia kanapy

od kształtów przewieszonych

panien. Jedna wyżej.
Przy trójnożnym stole

trzy osoby. Jak wiadomo.

A parawan ma cztery skrzydła,
nie wiedzieć dlaczego.

Łóżka z nogami kręconymi
(zawrót głowy).

Lustro nowe.
Niestety. Odbija.

WAKACJE U BABCI

Wysoka wierzba

tańczyła z wdziękiem na wietrze.
Jej witek można było dotknąć

z huśtawki. Wystarczyło mocno się rozbujać.

Dalej rósł orzech,
na którym zbudowaliśmy cały świat.
Jego owoce babcia suszyła

w tekturowej walizce na strychu. Podkradaliśmy.

Na środku podwórka wiśnia.
Ciemnokrwiste owoce
brudziły palce, język i duszę.

W rogu wkopana w ziemię piwniczka
na ziemniaki.
Za domem druga,
której chłód zawsze pachniał jabłkami
rozłożonymi pojedynczo na półkach.

Do bramy prowadził rząd akacji.
Wspinaliśmy się na nią

i z tej wieży strażniczej
oglądaliśmy przewijający się film.

Tego wszystkiego już nie ma.
Spełniła się groźba ciemnej studni
między akacjami a chlewem.

PŁYWANIE PODCZAS BURZY


Jechaliśmy na rozklekotanym motorze,
bez prawa jazdy,
przez pola nad kanał pod lasem.

Zbierało się na burzę.

Woda była lepka i groźna jak melasa.
Pierwsze błyskawice spuszczały strach ze smyczy.
Ciepłe, tłuste krople wciskały nas w głąb,
brzeg nagle robił się bardziej stromy.

Na boso,
na rozklekotanym motorze
przez pola

płynęliśmy z powrotem.

(NIE) MOJE WIELKIE, GRECKIE WESELE


Zaczęło się dwa dni przed czasem.
W niedzielę od rana

czterdzieści baranów na rożnach. I kokoretsi.
Muzyka i taniec między

rozstawianymi stołami
na osiemset osób.

Dookoła milczące góry
i niesłyszalny szum morza gdzieś w tle.

Język starożytny. Język znajomy. Język niezrozumiały.
Gwizdy w tańcu. Ouzo i piwo. Upał.
Turecka krew, czarne oczy. Przytup.
Ciemne chustki na głowach.
Bracia, kuzyni, wujowie.

Przerażeni.

KAWIARNIA PRZY ST JAMES WRENA W PORZE LUNCHU

Siedzę cicho,

zaczajam się.

Gołąb nagle skręca,
zatacza koło,
drepcze pod inny stolik.

Zostaję sama
ze swoimi okruchami.

ZBIORY


Miąższ truskawek
nagrzanych słońcem

był jak krew.
Zlizywałam łapczywie.

Zaraz przyjdą wiśnie.

AMNEZJA UPARCIE

Co wieczór uczę się tu dnia

na pamięć.

Rano znów nic nie pamiętam.

GREAT WESTERN

Czasami, gdy w nocy
obudzi mnie łoskot pociągu
za oknem
zaczynam się nagle
zapuszczać
w to miasto.

Kiedy przyjeżdża następny
skład

linii Great Western
znowu jestem znikąd.
Wrastam od nowa.

Leave a reply

error: Content is protected !!