O Kawiarni: Przeczytane. Napisane

„Kawiarnia przy St James’s Wrena w porze lunchu” to dwujęzyczny (polsko-angielski) album poetycki. Wierszom Anny Błasiak towarzyszą fotografie Lisy Kalloo. I w zasadzie trudno orzec czy jednak to tom poezji ze zdjęciami, czy raczej album fotograficzny z tekstem. Wydaje się, że oba te środki komunikacji artystek ze światem istnieją tu na równych prawach, wzajemnie się dopełniając, dookreślając, tworząc całość.

Czytanie i oglądanie „Kawiarni…” jest dla mnie jak swoista podróż. Podążam śladami żeńskiego podmiotu lirycznego do miejsc, ludzi oraz do niej samej – przede wszystkim w sferę wspomnień i uczuć. Kobieta z tego tomu na wstępie już przyznaje się do kompulsywnego gromadzenia słów. To oczywiście od razu zwraca naszą uwagę na sposób w jaki opowiada. Słowa mają znaczenie, więc ona ich nie trwoni bez potrzeby. Mówi konkretami. Każdy wiersz więc to w zasadzie pojedyncza myśl, wrażenie, przebłysk pamięci, konkretne uczucie, zapis chwili.

I tak, zawędrowałam m.in. do ogródka babci, gdzie stoi huśtawka, z której można było dosięgnąć wierzbowych witek. W treści naddanej wyczuwam ciepło tego miejsca i tęsknotę podmiotu do tego czasu beztroski. To wspomnienie kobieta podsumowuje brutalnym: tego już nie ma. I tylko wyczuwamy ile bólu może kryć się za taką puentą. Inna migawka to słoneczne lato, zapach i smak truskawek. Błasiak dobrze wie jak za pomocą kilku wyrazów przywołać w nas rozmaite obrazy, pobudzić wyobraźnię na tyle, by ta z łatwością odszukała nasze (podobne) wspomnienia.

Podmiot Błasiak dzieli się więc z nami tym, co zapamiętała jako dziewczynka, m.in. lękami, marzeniami, upodobaniami, zachwytami. Ciekawy jest „Cykl niedzicki”, gdzie obserwujemy szczegóły zapamiętane m.in. ze zwiedzania Zamku. Charakterystyczne zdobienia, portrety czy inne eksponaty silnie wyryły się w pamięci (młodej?) obserwatorki i równie mocno działały na jej wyobraźnię. W dorosłym życiu rozmaite rzeczy uruchamiają proces skojarzeń, który często prowadzi podmiot właśnie do tych elementów podziwianych w dzieciństwie. A więc pierwszą skrzynią, w jakiej podmiot odszukuje podobieństwa, skojarzenia itp. jest zwykle ta z etykietą „pamięć – dzieciństwo”. Podobnie jest z opisem muzeum powozów w Łańcucie. Tu podmiot puszcza wodze wyobraźni, fakty łączy z wyobrażonym i snuje pewne miniopowiastki.

Wszystko to jednak ma na celu pokazanie, że czas jest wieczną wędrówką. I że możliwe jest podróżowanie w różne strony, że czas nie nadaje nam wcale jednego tylko kierunku.

Nie zwiedzamy wyłącznie przeszłości podmiotu czy rozmaitych miejsc z mapy świata, zaglądamy też w jej wnętrze. Obserwujemy przeróżne uczucia i nieustanne poszukiwania. Podmiot gromadzi słowa, buduje z nich swoją historię, relacje z innymi, składa z nich świat. Znalazła się w nowym miejscu, a więc musi od początku zapuszczać korzenie. A jak wiemy ma duże znaczenie to, gdzie żyjemy – miejsce wpływa na nas, a więc i jest częścią naszej tożsamości.

Wszystkie te kwestie – podróż, dystans, czas, przeszłość, słowa, uczucia, miejsca – u Błasiak tworzą całość. Te elementy współistnieją ze sobą, wynikają z siebie, wywołują się wzajemnie. Dlatego też, gdy mowa m.in. o tęsknocie to najprawdopodobniej towarzyszą jej też poczucie zrezygnowania i samotność, wywołane przez czas (nie cofniemy się fizycznie do czasów, gdy Mimol biegał radośnie czy babcia obierała ziemniaki z podwórkowej piwniczki) czy choćby odległość.

Na zdjęciach widzimy, podobnie jak w wierszach, pewien fragment czegoś, kontekstu możemy się tylko domyślać. Czasem to bardzo prosta sprawa, ale niekiedy możliwości robi się więcej (np. gdy artystka nakłada na siebie kilka obrazów). I poezja, i fotografie więc to impulsy, które niosą za sobą pewien przekaz, ale to każdy z nas musi przefiltrować je przez własne zasoby wrażliwości, wyobraźni, empatii, poczucia estetyki, doświadczenia itp. Obie artystki swoimi dziedzinami sztuki pokazują jak wielkie znaczenie ma szczegół. Błasiak zwraca uwagę szczególnie na to, co dzieje się w sferze emocjonalnej człowieka, a Kalloo akcentuje to, co człowieka otacza. Fotografka pokazuje, jak bardzo jesteśmy złączeni ze światem – może na co dzień niedostrzegalnymi – pewnymi drobiazgami. I nawet jeśli ich nie widzimy lub (nieświadomie) ignorujemy, one tam są. Co więcej – możemy na nie spoglądać z różnych stron i z każdej prezentują się nieco inaczej, co innego odsłaniając. Warto wiec zwrócić baczną uwagę na to, co nas otacza, ale i na to, co nas wypełnia.

Pełny tekst recenzji również tutaj.

Fotografie: Lisa Kallo

Tłumaczenie: Marta Dziurosz, Maria Jastrzębska, Danusia Stok, Eżlbieta Wójcik-Leese

Wydawnictwo: K.I.T. Stowarzyszenie Żywych Poetów, Holland House Books

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *